Jak wrażenia? O tym za chwilę:)
Zacznę od ogólnego opisu produktu. Wygląda ślicznie, jak babeczka;) Ma bardzo intensywny cytrynowy zapach, czasem aż drażniący. Na szczęście przepadam za cytrusami, więc dla mnie nie był to minus;) Balsam jest w 100% z naturalnych składników ( masła kokum, masła kakaowego, wosku pszczelego, olejów i olejków roślinnych.)
Dokładny skład dla zainteresowanych tutaj<KLIK>. Kostkę można ogrzać w rękach lub rozpuszczać bezpośrednio na ciele. I tu zaczynają się schody. Balsam jest bardzo twardy i ciężko go roztopić. Smarowanie bezpośrednio po ciele nie jest komfortowe, czuję jak moja skóra się rozciąga. Ja skrobie go odrobinę rozpuszczam to w dłoniach i dopiero wtedy stosuje na uda. Bardzo to utrudnia aplikacje i zniechęca do regularnego stosowania. Jest bardzo wydajny, ledwie widzę złożycie a trochę go już maltretuje Czy mi pomógł? Uda są wygładzone ale nie wiem ile to zasługa ćwiczeń a ile balsamu. Nie ma się co oszukiwać, bez ruchu żaden produkt antycellulitowy nie sprawi, ze nasza skóra przeżyje całkowita metamorfozę.
Niestety mimo bardzo fajnego składu jestem raczej na nie. Bardzo mi nie odpowiada ta forma. Chętniej używałabym gdyby był po prostu musem albo kremem albo gdyby chociaż był bardziej miękki;)
Bardzo polubiłam używać go jako balsam do rąk i skorek, świetnie je nawilża. O wiele przyjemniej stosować go na małych powierzchniach ciała;)
Balsam można kupić przez internet<klik>, w drogeriach Jasmin, lub innych punktach<KLIK> , cena to ok 30 zł.
Rozglądam się teraz za innymi ujędrniającymi produktami, macie coś godnego polecenia? Słyszałam dobre opinie o eveline. Na coś jeszcze powinnam zwrócić uwagę?;)